Obudziłam się z bólem brzucha. Szybko naciągnęłam bluzę i poszłam zrobić śniadanie. Była dziesiąta. Za kilka godzin pierwszy trening. Bałam się. Bardzo się bałam. Postanowiłam zadzwonić do mamy. Wybrałam numer.
- Cześć mamo.
- Zuza! No w końcu! - usłyszałam drżący głos mamy.
- Przepraszam, że się nie odzywałam. Co robicie? - zapytałam coraz bardziej zdenerwowana.
- Jesteśmy na działce, mamy dziś wolne. A co u Ciebie? Dajesz sobie radę?
- Mam dziś pierwszy trening mamo.
- Boisz się. Wiem. Ale nie bój się kochanie. Idź tam i rób swoje - powiedziała troskliwym głosem.
- Dzięki mamo - uśmiechnęłam się do siebie.
- Tęsknimy za Tobą.
- Ja za wami też. Muszę kończyć.Przyjadę niedługo. Trzymajcie się, kocham was.
- My Ciebie też Zuzuś - po tych słowach odłożyłam telefon. Wyszłam na balkon. Ludzie pośpiesznie poruszali się w dwie strony. Starsi, młodsi, rodzice z dziećmi. Jedni do szkoły z wielkimi, wypchanymi po brzegi plecakami, inni na zakupy, sądząc po siatkach pełnych różnorodnych produktów niesionych w rękach. Moją uwagę przykuł chłopak, w zielonej neonowej bluzie. Szedł nucąc coś po nosem. Nie wiem dlaczego, ale chrząknęłam. Chłopak odwrócił się i nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się miło i pomachał a ja zrobiłam dokładnie to samo. Stałam jeszcze chwile i patrzyłam jak odchodzi, oglądając się dwa rady a następnie wróciłam do mieszkania i wzięłam prysznic. Zaczęłam się pakować. Buty, dresy, woda. Ręce mi się trzęsły. Zostawiłam torbę pod ścianą, ubrałam buty, naciągnęłam kaptur na głowę i wyszłam na dwór. Poszłam do parku, usiadłam na ławce i włożyłam słuchawki do uszu. Bałam się mniej. Z każda minutą, wdychając ta powietrze nabierałam pewności siebie. Podobało mi się to. Nawet nie spostrzegłam kiedy minęła godzina. Wróciłam do domu robiąc w miedzy czasie małe zakupy.
- Dasz radę. - powiedziałam do siebie i sięgnęłam po torbę. Postanowiłam iść na pieszo bo miałam wystarczająco dużo czasu. Podczas drogi starałam się nie myśleć o tym co mnie czeka. Wchodząc na hale serce biło mi jak szalone. Zapytałam portiera którędy do szatni. Starszy pan okazał się bardzo miły i bardzo spostrzegawczy, od razu zauważył, że się denerwuje co przyczyniło się do tego, iż spięłam się jeszcze bardziej. Po kilku minutach rozmowy i słowach otuchy, które usłyszałam od niego na koniec, weszłam do szatni. Wszystkie dziewczyny automatycznie jak jeden organizm spojrzały na mnie.
- Zuza?! Co ty tu robisz?! - usłyszałam głos jednej z dziewczyn. Początkowo byłam w szoku, ale po chwili ją poznałam.
- Weronika! Całe wieki!
- Będziesz z nami trenować?! - szczerze się ucieszyła.
- Wygląda na to, że tak - uśmiechnęłam się sama do siebie, czując ulgę - teraz pytanie co ty tu robisz?
- Moi rodzice przeprowadzili się kilka miesięcy temu. Strasznie się cieszę, że tu jesteś, nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam!
- Ja też - odparłam i przytuliłam ją. Weronika przedstawiła mi resztę dziewczyn, z którymi miałam dzielić swój wolny czas, pasję i miłość. Były naprawdę miłe i sympatyczne. Na treningu tylko potwierdziłam swoją przynależność do drużyny, wychodziło mi dosłownie wszystko. Od razu po treningu umówiłyśmy się na spotkanie. Po wyjściu z szatni natknęłam się na Łukasza.
- Cześć Zuza! I jak było? - zapytał.
- O cześć. Cudownie! Normalnie nic lepszego nie mogło mnie spotkać - uśmiechnęłam się do niego pokazując wszystkie zęby.
- Bardzo się cieszę - odparł - może masz ochotę na naleśniki? Znam miejsce, w którym serwują najlepsze w kraju - puścił do mnie oczko.
- Strzał w dziesiątkę. Uwielbiam naleśniki - szeroko się uśmiechnęłam i poszliśmy. Pomachałam portierowi na dzowidzęnia i jeszcze raz mu podziękowałam. Wiedziałam, że czeka mnie kolejny wspaniały dzień. Wszystko za sprawą Łukasza. Postanowiłam, że kiedyś mu to wynagrodzę. Niekoniecznie naleśnikami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz