Cały tydzień w nowym miejscu upłynął mi naprawdę bardzo szybko. Spotkania z dziewczynami, treningi zaczęłam szkołę no i Łuuukasz. Z dnia na dzień lubiłam go coraz bardziej. Spędzaliśmy ze sobą zazwyczaj wieczory chodząc na spacery, do kina czy też na mecze. Przez cały czas pobytu w Bydgoszczy ani razu nie rozmawiałam z dawnymi znajomymi. Możliwe, że była to też moja wina w mniejszym czy większym stopniu. Postanowiłam skontaktować się z Anką. Niestety na próżno. Z resztą moich przyjaciół było tak samo. Mają do mnie żal. Czułam to a ta świadomość gryzła i drażniła moja sumienie do tego stopnia, że poczułam aż w mój umysł wkrada się złość i bezsilność. Był sobotni poranek. Leżałam oglądając film kiedy ktoś zapukał do drzwi. Ubrałam mój beznadziejny szlafrok i poszłam otworzyć.
- Dzień dobry. Pani Zuzanna? - w drzwiach stał młody listonosz, uśmiechając się szeroko na widok - jak myślę - mojego szlafroku. Chrząknął i dopiero teraz zauważyłam ze przy jego prawej nodze stoi dość sporo paczka.
-Tak to ja - odpowiedziałam w końcu, zastanawiając się nad wnętrzem tajemniczego pakunku.
- Mam dla pani paczkę, proszę tu podpisać - poddał mi długopis i spojrzał przez uchylone drzwi na środek mieszkania - ładne mieszkanie - powiedział.
- Dziękuje, jeszcze nie jest wykończone - wyjaśniłam odbierając jednocześnie pudełko, które mi podawał. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się znacząco.
- Miłego dnia, do widzenia - młody mężczyzna schował długopis, odwrócił się i odszedł.
- Nawzajem - rzuciłam za znikającym listonoszem.
Przesyłkę położyłam na stole i zanim ją otworzyłam próbowałam zrozumieć co może się w niej znajdować. Odszukałam miejsce gdzie widniało nazwisko nadawany. Zdziwiłam się widząc tam dane mojej mamy. Szybko jednak pomyślałam, że coś zostawiłam i nagle całe podekscytowanie ulotniło się ze mnie jak powietrze w wypuszczonego balona. Pchnęłam paczkę w kąt i zaparzyłam sobie kawy. Po dwóch kubkach podjęłam decyzję. Sięgnęłam po karton i ponownie położyłam go na stole. Obojętność zaglądała mi w oczy. Wzięłam nóż i wolno otworzyłam "prezent". Wyciągnęłam z niej list i zaczęłam czytać. "Zapomniałyśmy Ci oddać" - brzmiało pierwsze zdanie. Nie bardzo zorientowana w sytuacji otworzyłam album oznaczony rzymską jedynką. Tam oprócz moich zdjęć w towarzystwie innych osób znalazłam kolejny liścik. "Jesteśmy złe, że tak po prostu nas zostawiłaś". Wiedziałam, że w kolejnym albumie czekają kolejne wiadomości. " Dajemy Ci to, żebyś nigdy o nas nie zapomniała. NIGDY". "Strasznie za Tobą tęsknimy". Czułam jak palące powieki łzy napływają mi do oczu. "Nie dajemy sobie rady bez Ciebie". "Kochamy Cię". Gdzieś pomiędzy moim zawodzeniem, szlochaniem, pociąganiem nosem i ogólną histerią usłyszałam dźwięk sms'a. "A teraz jak już dostałaś paczkę, wyjrzyj przez okno". Podeszłam do okna niczego nie dostrzegając przez łzy i ból głowy, który się pojawił. Nie wiele myśląc otworzyłam drzwi i co sił w nogach zbiegłam po schodach. Łzy ciekły mi po policzkach coraz bardziej, one też płakały. Stały teraz obie przed klatką schodową mojego bloku i płakały. Wtuliłam się w nie. Jak za dawnych czasów. Ryczałyśmy jak bobry nie umiejąc powiedzieć ani słowa. W końcu jąkając się wymamrotałam
- Dzi-dziękuje, ż-że jesteście - i znowu pozwoliłam gorzkim kroplom mknąć niczym woda w górskim strumieniu po moich mokrych już policzkach. Byłyśmy tu. Wszystkie razem byłyśmy w jednym miejscu. W końcu od tak dawna. Znowu miałam przy sobie ludzi, którym bezgranicznie mogłam ufać. Zrobiły to dla mnie i dla naszej przyjaźni. W tej właśnie chwili stałam się najszczęśliwszą osobą na świecie...