No dobra. Było coś lepszego od Bydgoszczy nocą. I od Lotmana bez koszulki chyba też.
- Podoba ci się? - zapytał.
- Żartujesz? Nigdy nie widziałam nic cudowniejszego - szepnełam.
- Niewielu tu dociera. Mam coś jeszcze - podał mi niebieską wstążke i marker. Zrozumiałam, że to moja jedyna szansa. Połozyłam wstązke na kamieniu i najstaranniej jak potrafiłam napisałam 'chce byc szczesliwa". Zacisnełam swoje dzieło w dłoni i oddałam marker Łukaszowi.
- A ty nie piszesz? - zapytałam widząc, ze chowa pisak do kieszeni.
- Moja juz tu wisi - usmiechnął się-
- Spełnia sie? - nie odpowiedzial. Spojrzał przed siebie i wbił wzrok w dal. Nie wiedziałam czy to co zobaczyłam w jego oczach to zał i smutek czy nadzieja i radosc.
- To jak, wieszasz? - zapytał i usmiechnal sie. Chyba troche z przymusu.
- Pewnie. - odparłam. Wybrałam miejsce, które podobało mi sie najbardziej. wstązka powiewała delikatnie, wraz z podmuchami wiatru. Poczułam, ze robi mi sie zimno.
- Możemy juz isc?
- Ok, odprowadze cię. - jego wyraz twarzy zmienil sie. Teraz sie usmiechał, szeroko, szczerze, pokazujac zeby. W jego niebieskich jak morska fala oczach błyszczały dwie radosne iskierki. I własnie wtedy dotarło do mnie, że czuje sie przy nim bezpieczna. Obejrzalam sie i jeszcze raz spojrzałam na to piekne drzewo, które miało spełnic moje marzenia. Nie wiedziałam, czy to ma sens. Dawno temu przestałam wierzyc w takie rzeczy. Mam jeszcze nadzieje. To chyba jedyne co mi pozaostało. Ale mimo tego cos mowilo mi, że sie uda.
- A co z twoja szkoła? - za zadumny wyrwał mnie glos Łukasza.
- Pojde do liceum. Chyba szostka. Profil matematyczno intormatyczny. - usmiechnełam sie
- Moj brat tam chodzi - odparl - ciezko.
- Wiem, Ale dam rade. Jestem przyzwyczajona. Bardziej boje się pierwszego treningu.
- Dlaczego? - był zdziwiony i nie ukrywał tego.
- Nie wiem jak dziewczyny mnie przyjmą
- Akurat o to nie musisz się martwić. Atmosfera jest naprawde fajna. - byliśmy juz pod drzwiami mojego mieszkania.
-Bardzo ci dziekuje za ten wieczor.
- To ja tobie dziekuje Zuza. Bardzo lubie spedzać z tobą czas. - usmiechnelam sie słysząc te słowa.-
miło mi. Do zobaczenia jutro na treningu. - odparłam i zobaczyłam jego zabójczo słodki uśmiech.
- Dobrej nocy. - Łukasz pożegnał sie i odszedł. Weszłam do mieszkania i zaczęłam marzyć o ciepłej kapieli. Poszłam do kuchni, wstawiłam wode na herbate, po czym sięgnełam po telefon. Zapragnełam zadzwonic do mamy. Wybrałam numer, ale szybko się rozlączyłam bo uswiadomilam sobie, która godzina. "nie będejej budzić. Jutro tez jest dzień" pomyślałam. Spojrzałam na tapete. Dziewczyny... Ponowanie otworzyłam liste kontaktów i leciałam w dół. Piersza: Anka. Byłam na siebie zła, że je zostawiłam. Nacisnełam zielona słuchawkę i usłyszałam sygnał. Jeden, drugi, trzeci.. Cisza "musi juz spać uznałam i odłożyłam telefon. Po wypiciu herbaty wzięłam prysznic i poszłam do łóżka. Przeanalizowałam cały dzień, nastawiłam budzik i wtuliłam się w zimna poduszkę.
piątek, 14 grudnia 2012
niedziela, 25 listopada 2012
Nowe życie
Kończyłam pakować ostatnie rzeczy, kiedy zadzwonił telefon.
- Nie wyjeżdżaj. Proszę cię.
- Już o tym rozmawialiśmy.
- Ale ty tego nie chcesz! - powiedział poirytowany Dawid.
- Chce. Chce tego najmocniej w świecie! Bardzo dobrze o tym wiesz! To dla mnie nowa szansa! Myślałam, że rozumiesz! - zaczęłam krzyczeć.
- Zuza posłuchaj...
- Mam dość, słyszysz?! Daj mi spokój! - rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Podkręciłam muzykę i skończyłam pakowanie. Weszłam do kuchni i powiedziałam mamie, że jestem gotowa. Miałam trochę wyrzuty sumienia, że nie pożegnałam się z tyloma osobami. Ale nie lubię pożegnań. Płakałabym i możliwe, że zmieniła bym zdanie. A tego nie chciałam. Poszłam się przebrać i ostatni raz spojrzałam na miejsce, do którego czułam odrazę. Mama odwiozła mnie na dworzec. Płakała. Było mi z tym źle, więc szybko wsiadłam do pociągu i wcisnęłam słuchawki do uszu. Po 2 godzinach byłam już na miejscu. Zrozumiałam, że wszystko nagle zaczęło mieć sens. Nie czekając długo udałam się do hali, gdzie miałam odebrać wszystkie potrzebne papiery i podpisać ostatnie umowy. Koszulki, dresy, tego wszystkiego było masa! Wielki karton, wypchany rzeczami w klubowych barwach. Nie miałam pojęcia jak się z tym zabiorę. I w końcu nadszedł ten moment. Ostatni podpis i..... Oficjalnie stałam się jedną z zawodniczek klubowych. Spełnienie moich marzeń. Targając karton weszłam na ulice. Nie wiedziałam co dalej. Postanowiłam zadzwonić do chłopaka, którego kiedyś tu poznałam. I nagle poczułam się, jak bym grała w jakimś słabym horrorze. Padł mi telefon. Zdezorientowana nie wiedziałam jak się ruszyć.
- Dziękuje Boże. Po raz kolejny pokazujesz mi, że nic nie jest takie łatwe. - mruczałam do siebie.
- Pomóc w czymś? - wyrwana z zamysłu odwróciłam się i spojrzałam na dwu metrowego dryblasa, który patrzył na mnie z litością.
- No... W sumie.. To znaczy.. Nie, daje rade.. Spoko - zaczerwieniłam się.
- No chyba jednak nie dajesz. - puścił do mnie oczko. - Gdzie mieszkasz?
- Co?! - rzuciałam oburzona.
- No.. Chciałbym wiedziec gdzie mam zanieść ten karton - odparł zmieszany.
- A.. Tak.. Przepraszam. Ujejskiego.
- A to nie daleko. - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Widzę, że będziemy teraz klubowymi kolegami. Łukasz jestem.
- Zuzia. Miło mi. - chłopak podniósł karton, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemie. Droga minęła szybko na miłej rozmowie. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Łukaszu, między innymi tego, że mieszka niedaleko, i wybiera się na koncert, na który ja tez miałam bilet. Postawił mi karton przed drzwiami, gdzie się pożegnaliśmy. Nie myśląc długo, padłam na łóżko nie zdejmując nawet butów. Obudziłam się kilka godzin później, z bólem głowy. Podłączyłam telefon do ładowarki, wyciągnęłam laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia z przyjaciółmi. Szybko jednak odłożyłam sprzęt, wzięłam pieniądze, wciągnęłam bluzę i wyszłam. Kupiłam bułki (świeże!), zieloną herbatę, i kilka owoców.
- Fajne buty. - rzucił ktoś przy kasie, wpatrując się w moje nowiutkie różowe air max'y.
- Dzięki Łukasz. - zaśmiałam się.
- O to znowu ty! - próbował udawać poważnego. - Masz jakieś plany na dziś?
- Nie mam.
- Jeśli chcesz mogę pokazać ci coś fajnego.
- Łukaszu już wiele razy widziałam Bydgoszcz nocą. Bywałam tu wcześniej i to bardzo często.
- Domyślam się. - uśmiechnął się. - Widzę, że się orientujesz. Ale to będzie coś lepszego. - powiedział tajemniczo. " Coś lepszego od miasta, które kocham nocą? Nie możliwe. No chyba, że postawił by przede mną Lotmana bez koszulki" - pomyślałam i uznałam, że to będzie piękny wieczór.
- Nie wyjeżdżaj. Proszę cię.
- Już o tym rozmawialiśmy.
- Ale ty tego nie chcesz! - powiedział poirytowany Dawid.
- Chce. Chce tego najmocniej w świecie! Bardzo dobrze o tym wiesz! To dla mnie nowa szansa! Myślałam, że rozumiesz! - zaczęłam krzyczeć.
- Zuza posłuchaj...
- Mam dość, słyszysz?! Daj mi spokój! - rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Podkręciłam muzykę i skończyłam pakowanie. Weszłam do kuchni i powiedziałam mamie, że jestem gotowa. Miałam trochę wyrzuty sumienia, że nie pożegnałam się z tyloma osobami. Ale nie lubię pożegnań. Płakałabym i możliwe, że zmieniła bym zdanie. A tego nie chciałam. Poszłam się przebrać i ostatni raz spojrzałam na miejsce, do którego czułam odrazę. Mama odwiozła mnie na dworzec. Płakała. Było mi z tym źle, więc szybko wsiadłam do pociągu i wcisnęłam słuchawki do uszu. Po 2 godzinach byłam już na miejscu. Zrozumiałam, że wszystko nagle zaczęło mieć sens. Nie czekając długo udałam się do hali, gdzie miałam odebrać wszystkie potrzebne papiery i podpisać ostatnie umowy. Koszulki, dresy, tego wszystkiego było masa! Wielki karton, wypchany rzeczami w klubowych barwach. Nie miałam pojęcia jak się z tym zabiorę. I w końcu nadszedł ten moment. Ostatni podpis i..... Oficjalnie stałam się jedną z zawodniczek klubowych. Spełnienie moich marzeń. Targając karton weszłam na ulice. Nie wiedziałam co dalej. Postanowiłam zadzwonić do chłopaka, którego kiedyś tu poznałam. I nagle poczułam się, jak bym grała w jakimś słabym horrorze. Padł mi telefon. Zdezorientowana nie wiedziałam jak się ruszyć.
- Dziękuje Boże. Po raz kolejny pokazujesz mi, że nic nie jest takie łatwe. - mruczałam do siebie.
- Pomóc w czymś? - wyrwana z zamysłu odwróciłam się i spojrzałam na dwu metrowego dryblasa, który patrzył na mnie z litością.
- No... W sumie.. To znaczy.. Nie, daje rade.. Spoko - zaczerwieniłam się.
- No chyba jednak nie dajesz. - puścił do mnie oczko. - Gdzie mieszkasz?
- Co?! - rzuciałam oburzona.
- No.. Chciałbym wiedziec gdzie mam zanieść ten karton - odparł zmieszany.
- A.. Tak.. Przepraszam. Ujejskiego.
- A to nie daleko. - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Widzę, że będziemy teraz klubowymi kolegami. Łukasz jestem.
- Zuzia. Miło mi. - chłopak podniósł karton, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemie. Droga minęła szybko na miłej rozmowie. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Łukaszu, między innymi tego, że mieszka niedaleko, i wybiera się na koncert, na który ja tez miałam bilet. Postawił mi karton przed drzwiami, gdzie się pożegnaliśmy. Nie myśląc długo, padłam na łóżko nie zdejmując nawet butów. Obudziłam się kilka godzin później, z bólem głowy. Podłączyłam telefon do ładowarki, wyciągnęłam laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia z przyjaciółmi. Szybko jednak odłożyłam sprzęt, wzięłam pieniądze, wciągnęłam bluzę i wyszłam. Kupiłam bułki (świeże!), zieloną herbatę, i kilka owoców.
- Fajne buty. - rzucił ktoś przy kasie, wpatrując się w moje nowiutkie różowe air max'y.
- Dzięki Łukasz. - zaśmiałam się.
- O to znowu ty! - próbował udawać poważnego. - Masz jakieś plany na dziś?
- Nie mam.
- Jeśli chcesz mogę pokazać ci coś fajnego.
- Łukaszu już wiele razy widziałam Bydgoszcz nocą. Bywałam tu wcześniej i to bardzo często.
- Domyślam się. - uśmiechnął się. - Widzę, że się orientujesz. Ale to będzie coś lepszego. - powiedział tajemniczo. " Coś lepszego od miasta, które kocham nocą? Nie możliwe. No chyba, że postawił by przede mną Lotmana bez koszulki" - pomyślałam i uznałam, że to będzie piękny wieczór.
Prolog
Mam
ochotę tak bardzo iść normalnie na trening i miec wszystko gdzieś.
Pogadać z dziewczynami, złapać piłkę i poczuc, że problemów nie ma. Że
jest miłość, pasja i zaangazowanie. Z każdym dniem zamiast oddalać się
od tego, to wraca do mnie, przeszywając mnie zimnym powietrzem i
chłodem, który wedruję po ciele bawiąc się i uświadamiając jak bardzo
jest bez sensu. Czuje się jakby ktoś wymierzył mi dokładnie w policzek,
który teraz piecze udowadniając, że nie tylko wiara i dązenie do celu
jest potrzebne do spełnienia marzeń, jest potrzebne jeszcze to cholerne
szczescie, którego ja widocznie nie mam. Jest potrzebne zdrowie, którego
nie mam, mozliwe, że na własne życzenie. Jeśli to jest kara za
wszystkie okropne grzechy, to udała się, bo nie moge nic zmienić. To
wszystko jest ponad moje siły. Ból tym wywoałany przychodzi w najmniej
oczekiwanych momentach codziennie z coraz większą siła i mocą, z którą
nie mogę sobie poradzic. Dochodza do tego inne problemy, które
sprawiają, że jestem naiwna istotą, nie umiejącą podjąć racjonalnych
decyzji. Wszystko to sprawia, ze mam problem z odróżnieniem rzeczy
ważnych od tych nie istotnych. Jeśli to ma byc nauczka dla mnie, to się
udała, bo mam łzy w oczach ilekróć ide na wf i gdy wracam do domu
myśląc, że juz nigdy moge nie dotknąć rzeczy, która jest moim
najwiekszym źrodłem szczęścia. Odebrano mi miłość, wraz ze szczesciem i
rozumem a do tego pozbawiono mnie radości i sensu życia. Zazdroszcze tym
wszystkim osobą, które maja więcej szczęścia. Tym samym znowu grzesze,
bo nie doceniam tego co mam. Koło się zatacza. Koło z którego z dnia na
dzien odchodza przyjaciele zostawiając mnie samą, bezsilną i głupią. Wszystkim,
którzy dotychczas pomogli bardzo dziękuje i rozumiem tez, dlaczego nie
mogą pomagać znowu. Z Pewnymi rzeczami trzeba poradzic sobie samemu, ale
co jesli się nie daje rady? Napewno nie można tak ja ja to robie
zamykać się w sobie i odcinać od świata, w którym i tak nie ma już
miejsca dla mnie i moich problemów. Wymazuję z głowy swoje marzenia tak,
jak inni wymazują mnie ze swojego zycia. Wszystko jest zaplanowane i ma
głebszy sens. Teraz dąże do tego, by go odkryc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)