niedziela, 25 listopada 2012

Nowe życie

Kończyłam pakować ostatnie rzeczy, kiedy zadzwonił telefon.
- Nie wyjeżdżaj. Proszę cię.
- Już o tym rozmawialiśmy.
- Ale ty tego nie chcesz! - powiedział poirytowany Dawid.
- Chce. Chce tego najmocniej w świecie! Bardzo dobrze o tym wiesz! To dla mnie nowa szansa! Myślałam, że rozumiesz! - zaczęłam krzyczeć.
- Zuza posłuchaj...
- Mam dość, słyszysz?! Daj mi spokój! - rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Podkręciłam muzykę i skończyłam pakowanie. Weszłam do kuchni i powiedziałam mamie, że jestem gotowa. Miałam trochę wyrzuty sumienia, że nie pożegnałam się z tyloma osobami. Ale nie lubię pożegnań. Płakałabym i możliwe, że zmieniła bym zdanie. A tego nie chciałam. Poszłam się przebrać i ostatni raz spojrzałam na miejsce, do którego czułam odrazę. Mama odwiozła mnie na dworzec. Płakała. Było mi z tym źle, więc szybko wsiadłam do pociągu i wcisnęłam słuchawki do uszu. Po 2 godzinach byłam już na miejscu. Zrozumiałam, że wszystko nagle zaczęło mieć sens. Nie czekając długo udałam się do hali, gdzie miałam odebrać wszystkie potrzebne papiery i podpisać ostatnie umowy. Koszulki, dresy, tego wszystkiego było masa! Wielki karton, wypchany rzeczami w klubowych barwach. Nie miałam pojęcia jak się z tym zabiorę. I w końcu nadszedł ten moment. Ostatni podpis i..... Oficjalnie stałam się jedną z zawodniczek klubowych. Spełnienie moich marzeń. Targając karton weszłam na ulice. Nie wiedziałam co dalej. Postanowiłam zadzwonić do chłopaka, którego kiedyś tu poznałam. I nagle poczułam się, jak bym grała w jakimś słabym horrorze. Padł mi telefon. Zdezorientowana nie wiedziałam jak się ruszyć.
- Dziękuje Boże. Po raz kolejny pokazujesz mi, że nic nie jest takie łatwe. - mruczałam do siebie.
- Pomóc w czymś? - wyrwana z zamysłu odwróciłam się i spojrzałam na dwu metrowego dryblasa, który patrzył na mnie z litością.
- No... W sumie.. To znaczy.. Nie, daje rade.. Spoko - zaczerwieniłam się.
- No chyba jednak nie dajesz. - puścił do mnie oczko. - Gdzie mieszkasz?
- Co?! - rzuciałam oburzona.
- No.. Chciałbym wiedziec gdzie mam zanieść ten karton - odparł zmieszany.
- A.. Tak.. Przepraszam. Ujejskiego.
- A to nie daleko. - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Widzę, że będziemy teraz klubowymi kolegami. Łukasz jestem.
- Zuzia. Miło mi. - chłopak podniósł karton, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemie. Droga minęła szybko na miłej rozmowie. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Łukaszu, między innymi tego, że mieszka niedaleko, i wybiera się na koncert, na który ja tez miałam bilet. Postawił mi karton przed drzwiami, gdzie się pożegnaliśmy. Nie myśląc długo, padłam na łóżko nie zdejmując nawet butów. Obudziłam się kilka godzin później, z bólem głowy. Podłączyłam telefon do ładowarki, wyciągnęłam laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia z przyjaciółmi. Szybko jednak odłożyłam sprzęt, wzięłam pieniądze, wciągnęłam bluzę i wyszłam. Kupiłam bułki (świeże!), zieloną herbatę, i kilka owoców.
- Fajne buty. - rzucił ktoś przy kasie, wpatrując się w moje nowiutkie różowe air max'y.
- Dzięki Łukasz. - zaśmiałam się.
- O to znowu ty! - próbował udawać poważnego. - Masz jakieś plany na dziś?
- Nie mam.
- Jeśli chcesz mogę pokazać ci coś fajnego.
- Łukaszu już wiele razy widziałam Bydgoszcz nocą. Bywałam tu wcześniej i to bardzo często.
- Domyślam się. - uśmiechnął się. - Widzę, że się orientujesz. Ale to będzie coś lepszego. - powiedział tajemniczo. " Coś lepszego od miasta, które kocham nocą? Nie możliwe. No chyba, że postawił by przede mną Lotmana bez koszulki" - pomyślałam i uznałam, że to będzie piękny wieczór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz